W tym wpisie pragnę podzielić się z Wami jak dowiedzieliśmy się o tym, że nasz maluszek będzie miał rozszczep wargi i podniebienia oraz opiszę nasze pierwsze 3 miesiące razem 😉

Moja ciąża przebiegała bezstresowo, a w zasadzie w bardzo entuzjastycznej atmosferze, aż do 20 tygodnia. W Anglii mieszkam już wiele lat i kobiety w ciąży są utytułowane do 2 skanów (12 i 20 tydzień ciąży) chyba, że dzieciątko czy matkę trzeba częściej monitorować z różnych przyczyn. Wybieraliśmy się na 20 tygodniowy skan oczywiście z myślą o zdrowiu naszego dziecka, ale też wiedzieliśmy, że poznamy płeć dzidziusia jeśli się nie zawstydzi 😀 Wchodziliśmy do pokoju trzy razy. Oli od razu pokazał się z najlepszej strony 🙂  i wiedzieliśmy, że będzie chłopczyk, ale twarzyczkę ukrywał cały czas. Na trzecim wejściu lekarz po kilku minutach stwierdził, że maluszek będzie miał rozszczep wargi z prawej strony. W tym momencie poczułam jak moje serce przestaje bić i czułam, że dostanę ataku paniki. Kompletnie nie wiedziałam co to dla nas oznacza. Nawet w tym momencie jak o tym piszę czuje podobne emocję jak do tych podczas skanu.

Po usłyszeniu tej wiadomości zorganizowano dla nas spotkanie w osobnym pokoju z panią z Cleft Team – niewielki zespół ludzi którzy zajmują się takimi rozszczepami. Dowiedzieliśmy się, że nasz synek może mieć problemy z wymową, sercem i słuchem oraz oczywiście karmieniem z piersi, a bardzo chciałam sama karmić. Przez całe spotkanie nie mogłam przestać płakać, za to mój mąż starał się być silny za nas oboje. Ten dzień był dla nas bardzo smutny, nie mogłam się cieszyć, że mam zdrowego synka, bo jednak coś jest nie tak. Myślałam cały czas nad tym co zaważyło o jego losie. Czy brałam zbyt mało witamin, czy za mało dbałam o siebie ? Bałam się, że Oli może mieć do mnie żal w przyszłości o to, że urodził się troszeczkę inny.

Tak byłam przybita tą całą sytuacją, że musiałam wziąć tydzień wolnego z pracy… połowę tygodnia przepłakałam, ale po kilku dniach stwierdziliśmy z mężem, że poważniejsze sprawy dotykają innych ludzi i to, że nasz synek będzie miał rozczep to nie koniec świata i byliśmy wdzięczni, że ta sytuacja nie zaburzy jego normalnego funkcjonowania. 2 tygodnie późnej mieliśmy kolejny skan w Cambridge i dowiedzieliśmy się, że nasz synek będzie miał całkowity rozszczep wargi i do tego podniebienia … Znów myśleliśmy, że to kolejny skan by tylko potwierdzić to co już wiemy, a kolejny raz przechodziłam szok. Śmieję się teraz z tego, ale by jeszcze nas „dobić” lekarz oznajmij, że taki rozszczep może mieć związek z syndromami – Downa, Edwardsa i Pataua. Zaproponował nam dodatkowe badania na wykluczenie ich. Potrzebowaliśmy z mężem kilku dni na podjęcie decyzji. Byłam w 23 tygodniu ciąży i bałam się tego co nas może jeszcze czekać, ale też chciałam się przygotować na to co ma nadejść więc wykonaliśmy badanie amniopunkcji, by się dowiedzieć czy nasz maluch będzie zdrowy, poza rozszczepem o którym już wiemy. Na wyniki czekaliśmy przeszło 2 tygodnie… Bardzo długie tygodnie. Codziennie myślałam o wynikach, także bardzo dużo z mężem się modliliśmy o nasze dziecko i czuję, że dzięki temu wyniki przyszły negatywne. Płakałam ze szczęścia, z nadmiaru emocji… Ponad miesiąc byliśmy w potwornym stresie, nigdy tego nie zapomnę. Niemal codziennie w duchu dziękuję Bogu za to jak mój Oli się dobrze rozwija i jakim pięknym jest dzieckiem 🙂

Przez resztę tygodni przygotowywaliśmy się na przyjście naszego maluszka na świat. Pomagał nam w tym wspaniały Cleft Team. Ta grupa ludzi przygotowała nas psychicznie na to co ma nadejść, jak ciężko może być i dała wiele cennych porad za które jestem dozgonnie wdzięczna. Nadal są z nami i widują Oliwierka regularnie. Otrzymaliśmy porady odnośnie karmienia, spania i wytłumaczyli cały proces jaki nas czeka: operacje, spotkania w przyszłości z laryngologiem, logopedą i dentystą. Podejrzewam, że będzie to bardzo długa podróż, ale ze wszystkim sobie poradzimy 😉

Jak to było po porodzie ?

Zacznijmy od tego, że mój księciunio nie śpieszył się na świat i urodził się poprzez cesarskie cięcie 16 dni po terminie 🙂 Jak już go zobaczyłam poczułam ogromne wzruszenie i zwyczajnie zaczęłam płakać. Pamiętam, że prawie na stole odpłynęłam jak położyli mi małego na klatce. Ważył 4175 kg czego się w ogóle nie spodziewałam :O  W sekundzie kiedy go ujrzałam, poczułam miłość nie do opisania, chyba tylko takie uczucie są w stanie zrozumieć matki 😉 Oli darł się dosłownie przez jakieś 45 min. Miał chłopak werwę 🙂 Oli swoje pierwsze mleko dostał przez sondę, ze względu na swój rozszczep, ale dostał mój pokarm, zaraz po przewiezieniu na salę starałam się odciągnąć tyle ile mogłam. Zależało mi na tym, by Oli od początku pił tylko moje mleko. Jak już malutki był ubrany i nakarmiony to dopiero wtedy mogłam się przyjrzeć jego spokojnej twarzyczce. Nie mogłam uwierzyć, że to maleństwo rosło pod moim sercem. To mój wyjątkowy maluszek, 1 na 700 z tak uroczym uśmiechem 😉 Na kolejny dzień spotkaliśmy się w szpitalu z paniami z Cleft Team. Pokazały nam jak karmić go butelką. Z początku byłam spanikowana, bo nie wiedziałam czy będę potrafiła wyciskać odpowiednią ilość mleka tak by maluch się nie zakrztusił, więc tego dnia mój mąż przejął pałeczkę. Ja nadal byłam obolała po cesarce… Następnego dnia poszło mi już znacznie lepiej, a w tym momencie mogę śmiało powiedzieć, że jestem ekspertem od karmienia i mogę to robić z zamkniętymi oczętami – serio 😀

Tego dnia mieliśmy także wstępne badanie słuchu, którego Oli nie przeszedł, nie wiadomo było co do końca jest nie tak, więc dostaliśmy skierowanie na kolejne badania na za tydzień. Oli od samego początku dobrze się odżywiał, przeszedł resztę wstępnych badań i zostaliśmy wypisani do domu dwa dni po narodzinach 🙂 Pamiętam, że w drodze do domu czułam każdy kamień pod kołami, tak bolała mnie rana po cięciu a mały był bardzo niezadowolony z nowego kołyszącego się środowiska. Pierwsze dni w domu były dla nas dziwne, już bez tej całej opieki szpitalnej. Poniekąd mi tego brakowało, ponieważ położne były świetnymi babkami. Mega pomocne i życzliwe.

Znamy już datę pierwszej operacji naszego szkraba i będzie to 26 czerwiec. Bardzo się denerwujemy i szczerze nie mogę sobie wyobrazić go z innym uśmiechem, ten który ma jest najsłodszy, dlatego staram się teraz narobić tyle zdjęć ile się da, by go nigdy nie zapomnieć jeśli, to w ogóle możliwe. Oliwier w zeszłym tygodniu skończył 3 miesiące i poza tym, że jest karmiony specjalną butelką, to nie odczuwam innych trudności związanych z tym, że ma rozszczep. Jest bardzo żwawym dzieckiem, które pochłania wszystko tymi swoimi mądrymi oczkami. Chce być wszędzie i w centrum uwagi 🙂

Oli to mój taki osobisty cud 🙂
Buziaki xx